RSS
niedziela, 01 listopada 2009
Admirał w ONZ

I cried.

 

 

19:11, zegarmistrzyni
Link Dodaj komentarz »
sobota, 31 października 2009
W Słońce

Wczoraj, o pierwszej w nocy umarła prezydent Laura Roslin. Tak jej opadła ręka bezwładnie i umarła. A potem Bill Adama siedział na wzgórzu i opowiadał jej o wschodzącym słońcu. Starbuck po prostu rozpłynęła się w powietrzu, ot tak, zupełnie bez ostrzeżenia. Lee Adama jeszcze mówił, a jej już nie było. Tak samo jak jego ojciec, mówił do kogoś, kogo już nie ma.

Kiedy ostatnio mówiliście do nieobecnych?

Słońce wzeszło, a jego korona pochłonęła flotę z Samem na pokładzie. Samotnie odszedł w kierunku zachodzącego słońca, jak na amerykańskiego bohatera przystało. Umarł po amerykańsku: dosłownie i w pełnym blasku.

Odpowiadają?

Będzie mi ich brakować.

18:15, zegarmistrzyni
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 27 października 2009
Jak zwykle

Jak Kara "Starbuck" Thrace, choćbym nie wiem, jak się starała, i tak raz za razem ląduję w areszcie. Albo jak Emil (Yyymil) w drewutni - za niesubordynację, za niewyparzony język, za prawdę, za honor, za... Zawsze na bakier, zawsze coś mi się nie podoba, zawsze w pierwszym szeregu rewolucji.

Patrzę w lustro i napotykam skupione spojrzenie drapieżnika. Uśmiecham się i widać mi zęby. Nie jestem wegetariańcem, nigdy nie byłam.

Odkąd to wiem - jestem ZEN.

16:21, zegarmistrzyni
Link Dodaj komentarz »
sobota, 17 października 2009
Co ma panda...?

Dwa pieski, szczeniaczki, przytulone i śpiące w popołudniowym słońcu. Jeden czarny, drugi biały z łatką - z daleka nie widać, gdzie zaczyna się jeden, a kończy ten drugi.

Słowa sponsorujące dzisiejszy dzień to: hojny, poślednia i samotność.

Hojny październik, z naręczami wszelakiego dobra. Smakuje jak dobra whiskey: słońcem i dymem.

Poślednia kawa - na czubku języka zapowiada się dobrze, ale już na podniebieniu trywialnie kwaśnieje.

Samotność doświadczenia własnej cielesności. Z własnym bólem zawsze zostaje się samemu.

Żeby nie było całkiem minorowo, to melduję, że kupiłam sobie czapkę z buzią pandy na przedzie. Panda ma uszki w postaci pomponików. Dziękuję za uwagę.

23:38, zegarmistrzyni
Link Komentarze (2) »
wtorek, 13 października 2009
Migawki z ostatniej ławki

- Ptaki będę obserwować.

- Ptaki?

- Ptaki.

- A obserwowałaś kiedyś ptaki?

- Nie. Obserwowałam słonie. Tu mam zdjęcie tych słoni, proszę, o.

(Niebieskie niebo odbite w oczku wodnym, wokół pustkowie w kolorze sjeny, w oczku cztery słonie, w tym jeden malutki.)

- Słonie obserwuj.

- Ale ja chciałam obserwować coś lokalnego. W okolicy nie ma żadnych słoni!

- Zdziwiłabyś się. Słonie są wszędzie.

12:50, zegarmistrzyni
Link Komentarze (2) »
sobota, 03 października 2009
Pragnienie

Posypało deszczem

pić mi się chce


jeszcze


ciężka woda

zalatuje żużlem

zapadniętych słońc.

23:31, zegarmistrzyni
Link Dodaj komentarz »
środa, 30 września 2009
Zanussi, syn Stalińskiej i Lisbeth Salander

Trzynastoletnie dziewczynki mają ostatnio w Polsce fatalną prasę. Otóż, według co najmniej dwóch męskich autorytetów (Krzysztofa Zanussiego i nieznanego bliżej syna pani Doroty Stalińskiej), trzynastoletnie podlotki prowokują mężczyzn, uwodzą, pchają się im do łóżek, a potem krzyczą, że gwałt. A to przecież nieletnie prostytutki po prostu, więc o co ten wrzask?

Od czego zacząć? Od Stalińskiej, która musiała podeprzeć się męskim autorytetem, nawet jeśli tak wątłym, jak własny syn? Dlaczego akurat jego zdanie miałoby mieć dla kogoś jakiekolwiek znaczenie? Bo jakaś trzynastolatka robiła mu niedwuznaczne propozycje? Czy może dlatego, że mógłby z nich skorzystać? A może Stalińska boi się, żeby jej syn nie padł ofiarą jakiejś przebiegłej trzynastolatki? Podstępnej, niemoralnej, zepsutej, nastającej na cześć i wisienkę delikatnego, prawego 20latka...

Stalińska - no cóż... Czego żądać od wołu? Ale Zanussi... Szanowne Państwo, mam nadzieję, dysponuje mocnymi nerwami...

Od czego zacząć? Od tego, że prostytutka, to prostytutka. Nieważne, czy ma 13 czy 20 lat. Prostytutka, znaczy się można. Płacę, więc na datę w legitymacji szkolnej nie patrzę, proste nie? Poza tym, wiadomo - niewinna to ona nie była, przypadkiem się tam nie znalazła. Prawdopodobnie, to mamusia podstawiła córeczkę Polańskiemu, żeby się w szołbiznes wkręcić. Czyli gra.

Ale Zanussi uderza do tego wszystkiego w jeszcze jeden ton - baaaaczność! Polskość. To polska Pycha Polańskiego nie pozwoliła mu po prostu wykupić się z całej tej sytuacji. Jakiż to piękny pomysł na film, nie uważacie? Ja to już widzę... Wysmakowane kadry, szesnastolatka (!) o ustach Scarlett Johansson w roli Samanthy, rozdarty wojną człowiek Sztuki i o Boże! Przeklęta Polskość, która wiedzie nieuchronnie do zguby, jakiś heroizm, który nie pozwala uciec, ale stanąć z podniesionym czołem naprzeciw obłudzie zepsutego Zachodu... Trzy osoby dramatu: dziewczynka, która jest siedliskiem Zła, narzędziem w ręku innej Złej Kobiety - swojej matki i Twórca. Bezbronny, wrażliwy, osaczony... (Poproszę Oscara.)

Jak zwykle mam więcej pytań, niż odpowiedzi, więc pytam dalej.

Dlaczego Rzecznik Praw Dziecka milczy? Przecież otwarcie mówi się, że gwałcenie dzieci jest w porządku. Może też uważa, że pedofilia jest dopuszczalna, jeśli dziecko prowokuje. Jest w porządku, jeśli dziecko robi "to" za pieniądze. A jeśli nie za pieniądze, to przecież prowokowało, czyli tego chciało, a więc... Rzecznik ma spokojny sen, z czystym sumieniem może zająć się innymi dziećmi, tymi, które mają jakieś prawa.

A teraz zadanie domowe: spróbujcie sobie wyobrazić, jak to jest mieć 13 lat, być dziewczynką i słuchać aktorki Stalińskiej i reżysera Zanussiego... ?

Na koniec zagadka z cyklu: czym się różni. Czym się różni Polska od Szwecji? Odpowiedź: my mamy Zanussiego, a oni Lisbeth Salander. I naprawdę, to nie ma żadnego znaczenia, że Lisbeth jest postacią fikcyjną. Tym gorzej dla nas.

Zanussi

Stalińska

11:17, zegarmistrzyni
Link Komentarze (3) »
sobota, 05 września 2009
Pink ribbons

The girl was dancing

following pink ribbons

only she saw


Her mother was staring

past the counter

past the images of highly processed food

 

A man in his good shirt

Two friends so comfortable with each other

that they didn't have to speak

 

All of them came here

so purposeful, so determined

so sure if they wanted coke or not


yet

the pink ribbons aside

they all looked so lost.

21:14, zegarmistrzyni
Link Komentarze (1) »
wtorek, 01 września 2009
"Zmierzch", czyli co dostałam w prezencie

Dziecko przejawia niezdrową fascynację "Zmierzchem", więc karnie obejrzeliśmy film, a ja zabrałam się za książki. Były w promocji "Buy one, get one free", czyli kup jedną, a drugą dostaniesz w prezencie. Melduję, że film jest do oglądnięcia (bardzo ładna kolorystyka), ale książki... Jedna mądra podsumowała je jako "soft porno dla gospodyń domowych", ale nie bardzo zdesperowanych, bo "rączki wszyscy trzymają na kołdrze". Przynajmniej w pierwszym tomie, bo tyle zdążyłam od wczoraj przeczytać. (Tak, czytam jak odkurzacz, chociaż i tak mi daleko do niektórych czytelników/czytelniczek tego blogu, mryg mryg - to do Was).

Osobiście nie mam nic przeciwko porno, nawet w wersji soft. Przecież bardzo miło jest wrócić do uniesień z czasów licem, kiedy to jedno spojrzenie Tego Jedynego potrafiło zmienić eksperymenty chemiczne w chemię innego rodzaju... Pamiętacie? No właśnie. I to jest ta sama siła, która zagania miliony nastolatek do kin i każe im czytać kolejne tomy "Zmierzchu", czy inną Mniszkównę, pod ławką na chemii. I nikomu nie wolno się z tego śmiać, szczególnie jak ma nastolatkę w domu. W każdym razie amerykański przemysł filmowy już dawno potraktował napalone dziewczyny poważnie i nieźle z tego żyje.

Pierwszy tom przeczytałam w ekspresowym tempie, bo oczywiście napisane jest składnie i chociaż czasem chciało mi śmiać w zupełnie nieodpowiednich momentach, to przyznaję, bawiłam się nieźle. Chociaż koncepcja miłości w tej książce wydała mi się nieco ograniczona. Takie zauroczenie fizycznością i egzotyką kolesia co nie śpi, oddycha, chociaż nie musi, a do tego wygląda jak model. Biedna Bella Swan - ciągle łapie ją za serce jego uśmiech, umięśnione ramiona, i te oczy, te oczy...! I takie tam. Bella zachwyca się Edwardem co jakieś 4 akapity, a to jest trochę zbyt często, jak na moje nerwy. Otóż nie jestem homoseksualnym mężczyzną i opisy pięknych siedemnastoletnich męskich ciał jestem w stanie znieść raz na rozdział. Najwyżej. Swoją drogą ciekawe, że kobiety są opisane o wiele mniej przekonywująco... Pewnie dlatego ten uber-piękny Eward Cullen stał się gejowską ikoną. Ale to pewnie było wliczone w rachunek, ponieważ nie od dziś wiadomo, że nastoletnie dziewczyny i geje lubią tych samych chłopców.

Jest to jak zawsze ciekawy trop, ale nie jestem w stanie spojrzeć na to ze strony gejów, natomiast pamiętam i rozumiem fascynację tymi lekko zniewieściałymi efebami z własnych doświadczeń. Taki androgyniczny młodzieniec jest dla młodej dziewczyny odbiciem jej samej, tą brakującą częścią jej istoty, która by ją przybliżyła do stanu kompletności, jaką jest idealny/a/e androgyne. Tak naprawdę to miłość do samej siebie, albo raczej do tej niemożliwej idealnej sytuacji, w której kocha się kogoś i jednocześnie jest się tą osobą.

Androgyne na bok, zastanawia mnie też wątek kobiety jako posiłku. Edward pożąda Belli, ale ciężko stwierdzić, co jest głodem krwi, a co seksualnym pożądaniem. Trudno się rozeznać, gdzie w tym wszystkim emocja, bo u Stephanie Meyer wszystkie emocje mają fizjologiczny wymiar. Kobieta jako jedzenie. Kobieta jako ofiara (jagnię). Mężczyzna jako drapieżca (lew), którego wzrusza nieporadność i słabość kobiety...

Apage, vampiras!

Ale czy te wszystkie dziewczyny, zakochane w Edwardzie i marzące by być Bellą, tak naprawdę wiedzą, co kupiły, a co do dostały w prezencie?

17:15, zegarmistrzyni
Link Komentarze (3) »
środa, 19 sierpnia 2009
Pokaż rogi

Jak ślimak, co uchyla się przed palcem wycelowanym w różki, tak i ja się uchylam. Co wielki boży palec mnie próbuje dźgać, to ja się cofam w czeluście mojej skorupki. Nie wiem, nie umiem, nie potrafię, dajcie mi wszyscy święty spokój. Zabierajcie te oskarżycielskie paluchy! Milion opuszków, jasnych i miękkich, celuje we mnie i żąda odpowiedzi. A ja się chowam i giętkim ciałem wyginam w tańcu uników.

Dłużej się tak nie da. Za długo już to się wszystko ślimaczy.

13:32, zegarmistrzyni
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4