RSS
niedziela, 29 stycznia 2012
Pudelek Węglarczyka i inne koty

Pudelek poszczuł się na Węglarczyka. Nie jest mi przykro, Węglarczyk sobie zasłużył i myślę, że jakby se trochę na szmacie pojeździł, to by się dwa razy zastanowił, zanim by otworzył twarz. Wierzę w korekcyjną siłę ciężkiej, pożytecznej i powtarzalnej pracy. Ciekawe, że Pudelek namawia swoich czytelników do WSPÓŁDZIAŁANIA:

"Chcecie to zmienić? Jest na to tylko jeden prosty sposób - wysyłajcie znajomym link do tego wideo. Niech obejrzy to każdy, nie będzie wtedy szans, żeby to ukryć i wyciszyć. Nie mając pieniędzy i układów Węglarczyka można zrobić tylko i aż tyle."
Jeszcze się nie wzruszyłam, ale blisko.

Co się miało stać, już się stało, ale nadal nikt nie wie, co z tego wyniknie. Salony brylują, internet szydzi, lecą wióry z brzóz i rubryka "Co rząd myśli, że się dzieje" nie zgadza się z rubryką "Co się dzieje". Myślę, że ostatecznie rząd rzuci jakieś ochłapy, ale ponieważ zupełnie nie nadąża (zatrzymali się mniej więcej na roku 2007 i jeszcze nie wiedzą, że pierdolnie kryzys), to szybciutko pogrąży się jakąś arogancką wypowiedzią i pokazem nieudaczności. A co się wtedy zacznie dziać, to już tylko Ceiling Cat raczy wiedzieć. Byłby to naprawdę ciężki grzech zaniedbania, gdyby lewica nie próbowała w tej sytuacji odbić należnego jej miejsca. Problem w tym, że jedyny prawdziwy polityk po jej stronie nazywa się Leszek Miller i przypomina mi tego kota (znowu!) z Matrix'a, który jako deja vu zwiastuje pojawienie sie agenta Smith'a - strażnika systemu. Brrr.

W każdym razie - nikt nie powiedział, że rząd musi przetrwać do wiosny i że Węglarczyk nie nauczy się przepraszać. Nie zamierzam się zakładać.

15:00, zegarmistrzyni
Link Dodaj komentarz »
sobota, 28 stycznia 2012
Born again

Things are getting vanilla

the famous magnolia shade

it's the colour of safety

familiarity

and norm.


I let the milk onto my tongue

it drowns me

in oblivion and longing

I curl up in marshmallows

in a primal form.


Count my fingers

you will find them all

I am back to the blue eyed state

and I am ready

to kick up

a storm.

19:05, zegarmistrzyni
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 26 stycznia 2012
ACTA szansą lewicy

Ludzie na ulicach, rząd swoje. Na razie Europa nie zauważyła, że w Polsce coś się rusza. Ciekawe dlaczego? Za mało ludzi na ulicach? Zamieszki mało medialne? Obserwuję i widzę bezradność władzy. Bo jak poradzić sobie z dzieciakami, które do tej pory 'nie interesowały się polityką', a dzisiaj na przerwach dyskutują o tym, co wolno rządowi i dlaczego tak dużo? Co się stało, że dzieciaki zrozumiały, że owszem, moga się polityką nie interesować, ale za to polityka interesuje się nimi i to wcale nie jest pożądane zainteresowanie? Czy to tylko o te LOLcaty chodzi? A może to tylko pretekst i dzieje się coś ważniejszego?

X lat temu (he, he), w moim liceum jakiekolwiek zainteresowanie polityką równało się towarzyskiemu samobójstwu. Uchodziły prawicowe ciągoty, bo dodawały punktów do męskości. (Boże, jaki żal!) Tak, tak - prawicowi chłopcy, wciąż niepewni swojej męskości, nadrabiali głoszeniem poglądów, które stawiały ich w centrum wszechświata, albo bardziej obrazkowo (z góry przepraszam): to ich własne penisy miały stanowić axis mundi. (Boże, jaki żal!) Przyznawanie się do lewicowych poglądów było tak hardkorowe, że mogły sobie na to pozwolić tylko jednostki bardzo popularne (na zasadzie - jestem tak bardzo cool, że nawet lewicowe poglądy mi nie zaszkodzą) albo ci zupełnie wyalienowani. W takich warunkach czytanie Wyborczej na przerwach było uznawane za prowokację. (Boże, itd.)

A dzisiaj dzieci pytają o ACTA, dlaczego rząd podpisuje, skoro twierdzi, że to nic nie zmienia. Pytają, czytają, dyskutują, myślą, w końcu - wychodzą na ulice. Mam nadzieję, że lewica tego nie prześpi. Bo przecież ma tym dzieciom coś więcej do zaproponowania niż tylko prymitywne tańce wokół własnego penisa. Te dzieciaki już odkryły, że anonimowość (sic!) nie jest taka zła, że wcale nie trzeba wyskakiwać przed szereg dla pięciu minut sławy. Prawdziwa siła tkwi we wspólnocie, we wzajemnym wspieraniu się, w tysiącach małych głosów, które tylko razem coś znaczą.

Dzieciaki w Polsce nie krzyczą już: ja, ja, ja! One krzyczą: my, my, my! Słyszycie?

12:25, zegarmistrzyni
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 23 stycznia 2012
Nyan Cat dla gen. Kozieja

Stan wyjątkowy, zawsze smaczny i zdrowy! - jeśli dobrze pamiętam słowa Kazika. W związku z tym szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego, gen. Stanisław Koziej dobrotliwie pogroził społeczeństwu palcem. Dobrotliwie, bo jednocześnie docenił, że "atak pomoże lepiej przygotowywać państwo polskie do funkcjonowania w cyberprzestrzeni." Potem jednak całkowicie pogrążył i siebie, i Biuro Bezpieczeństwa Narodowego mówiąc:

"Do tej pory nasi internauci nie byli dość zorganizowani, ale takie ataki to dla społeczeństw rozwiniętych informatycznie chleb powszedni."

Społeczeństwo! Ależ ty jesteś niezorganizowane i niedorozwinięte informatycznie! Jak w takich warunkach ma pracować Biuro Bezpieczeństwa Narodowego?! Z takim niedorozwiniętym społeczeństwem, to się naprawdę słabo pracuje. Normalnie, to się eksperci z BBN z takim społeczeństwem tylko marnują.

Zaraz, zaraz... Bo skoro takie ataki w tych mitycznych krajach rozwiniętych informatycznie to chleb powszedni, to chyba należało się spodziewać, że prędzej, czy później Polacy też się ogarną, jeśli im się naciśnie nie ten guzik, co trzeba? Nie mówiąc o tym, że heloouu! Nie wiem, czy pan generał wie, ale można polskie strony blokować również z zagranicy! (Czad, nie?!) I nawet nie potrzeba do tego Lisbeth Salander.

To ja mam pytanie: co w takim razie robi BBN? Co robi pan gen. Koziej oprócz zastanawiania się nad wprowadzeniem stanu wyjątkowego, bo w niedzielę nie dało się obejrzeć fotek na stronie prezydenta? (Co robi w sieci? Nie, aż tak ciekawa nie jestem...) Używa słów, których sam, zdaje się, nie rozumie i dziwi się publicznie, jakiego to psikusa mu te głupawe LOLcaty zrobiły. Okazuje się bowiem, że LOLcat mieszka, a jakże, w internetsach, ale jak przyjdzie co do czego, to i zesrać się do butów potrafi. I jeśli to ma pomóc lepiej przygotować państwo polskie do funkcjonowania w cyberprzestrzeni, to uczcijmy to bezpieczeństwo minutą ciszy. I nyan cat'em.




12:32, zegarmistrzyni
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 22 stycznia 2012
Bo tak

Zachwiałam się na obcasach i poczułam jakiś niezidentyfikowany dyskomfort w lędźwiowym odcinku kręgosłupa. Obcasy były oczywiście wysokie, po jedynej słusznej linii, która głosi, że albo płasko, albo wysoko (pomiędzy są ewentualnie kitten heels, ale ja nie lubię półśrodków). Wyślizgnęłam się z taksówki i lekko zgięta wspięłam się po schodach. Kiedy dotarłam przed drzwi, byłam już jednym wielkim znakiem zapytania. Aua! Ale za co?!

No, dobra. Dziś już się ruszam, aczkolwiek trochę sztywno. Straszono mnie zastrzykami i szpitalem, ale na szczęście przeszło. (Wsadźta se te zastrzyki gdzie chceta, a od mojej dupy wara!)

Po dłuższej chwili tentegowania w głowie, podjęłam najbardziej oczywistą w tej sytuacji decyzję: kupię sobie nowe buty! Dwie pary - jedne do biegania, drugie obcasy. Do biegania - wiadomo - zdrowie, bezpieczeństwo, takie tam. Obcasy? Bo tak!

Edit:

Przeczytałam powyższe i pomyślałam - żenada. Eksploracja stereotypów i erotycznych wizualizacji w imię zwiększenia ruchu na blogu. Pfe, Zegarmistrzyni, nieładnie. Więcej się po tobie spodziewałam. Samoświadomość bywa ciężarem, ale to pokazuje, jaka jestem krytyczna wobec tego, co czytam. Mam nadzieję, że nikt nigdy nie użyje tego przeciw mnie tak, jak ja sama to sobie robię.

12:54, zegarmistrzyni
Link Dodaj komentarz »
sobota, 21 stycznia 2012
Pustostany

W pustych stanach

możliwości

w pustce -

stan nieskończoności.




(Haiku nadęte jak puzon, ale coś mi się od tego blogaska należy.)



20:17, zegarmistrzyni
Link Dodaj komentarz »
Co jest

Internetsy umierają. Trzeba będzie zacząć eksplorować te obszary sieci, w które do tej pory nie miałam odwagi się zapuszczać (czyt. ruskie serwery). Ale czego się nie robi... Myślę, że to stan przejściowy i za chwilę wszyscy będziemy mogli cieszyć się widokiem napakowanej wampirzej klaty jeśli nie za darmo (wampir też człowiek, żyć z czegoś musi), to za jakąś symboliczną opłatą. A jak będę chciała wampira tylko dla siebie, to i tak se kupię DVD. Na razie należy przeczekać i powtarzać sobie, że jest nas rzesza. I wcale nie jestem sama na tej sofie, z przyjemnie ciepłym komputerkiem na kolanach, że są nas miliony - samotnych, zdezorientowanych misiów, którym po kolei odcina się źródła radości, chlip.

Amatorzy mnie irytują. I co jest z tym nieodpowiadaniem na mejle? Znowu coś przegapiłam?




13:52, zegarmistrzyni
Link Komentarze (2) »
czwartek, 19 stycznia 2012
To lepszy

Poważne pieniądze przeszły mi koło nosa, bo nie wierzyłam we własne umiejętności. Nigdy więcej, Mazowsze i zatańczy, i zaśpiewa, jeśli tylko będzie trzeba. (Iiii-ha!) Niech szlag trafi skromność i swiadomość własnych ograniczeń. Nigdy więcej, a wy obiecajcie, że nie dacie się tak nabrać.

Wyspiarze, jak co roku o tej porze, przerzucają się na zdrowy tryb życia. Otóż, aby żyć zdrowo, należy wygospodarować dwa (słownie: dwa) dni bez alkoholu w tygodniu. Jest ciężko, ale przecież cydr to nie alkohol, więc jakoś się trzymamy.

Pod kościołem kwitnie drzewo. Jeśli pogoda się utrzyma, będziemy się raczyć wiśniami w kwietniu.

Ponad setka młodocianych spija słowa z moich ust. Demoralizujące.

Brak zadyszki okazuje się miłym urozmaiceniem mojego pełnego astmatycznych poświstów żywota. Przyrost masy mięśniowej to już tylko bonus.

Amerykańska Lisbeth Salander ma wdzięk i dysponuję poważnymi argumentami, których nie zawaham się użyć, by obronić decyzję, aby Szwedzi w filmie Finchera mówili po angielsku ze szwedzkim akcentem.

Złamałam kod mojej własnej Enigmy - trzasnęłam już trzy serniki, a co jeden, to lepszy.

Zen to ja.

00:11, zegarmistrzyni
Link Dodaj komentarz »
środa, 11 stycznia 2012
Przez kolano

Rodzicielstwo, w każdym wymiarze, to zajęcie niewdzięczne i stresujące. Ochota, żeby przełożyć przez kolano i patrzeć jak równo puchnie, mnie nie opuszcza. A gówniarz tylko parska w rękaw na takie sugestie i dalej swoje. O tempura, o maras! (Od: i zaś namaraszone w tej kuchni.)


Kot byłby lepszy.

23:58, zegarmistrzyni
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 08 stycznia 2012
Game changer
Suddenly
a pattern appeared

and there you were

between the lines
over the top

singular
and never before

My game changer
.






21:49, zegarmistrzyni
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 20